poniedziałek, 15 października 2012

Powrót kompaktowej.

Cześć wszystkim, długo zastanawiałam się czy kontynuować przygodę z blogiem, rozważałam za i przeciw, czytałam wasze komentarze do poprzedniej, ostatniej wtedy, notki. Było mi bardzo miło, kiedy zobaczyłam komentarz Vivenn , :Kiedy wrócisz? Bardzo brakuje mi Twoich wpisów. :c'. Ten niby prosty komentarz skłonił mnie, abym znowu tu napisała. DZIĘKUJĘ CI VIVENN !
Dzisiejsza notka  będzie nietypowa, bo będzie o MIŁOŚCI.. o mojej miłości. A wiec zaczynam..
 Zaczęło się niewinnie, jak to zwykle bywa,poznaliśmy się przez znajomych, on od razu mi się spodobał. Zaczęliśmy pisać, potem spotykać ,wspólne wypady nad jezioro, imprezy ,nocne rozmowy spowodowały że kiedy nie było go przy mnie, bądź nie słyszałam jego głosu zaczynałam tęsknić. To było przyjemne uczucie, nieznane mi do tej pory, ON był wyrwaniem mnie od rutyny. Kiedy byłam przy nim czułam się najważniejsza, czułam się po prostu potrzebna.
Zaczęła się szkoła, lecz on chodził do innej niż moja, więc pozostawało nam nic innego, tylko pisać sms'y. Nie wiedziałam co on robi w szkole,i na odwrót, lecz mi na nim zależało, nie skrzywdziłabym go, szkoda tylko, że on myślał inaczej i pewnego dnia dostałam sms'a 'Przepraszam, ale to nie ma sensu, bądźmy tylko znajomymi'. Co wtedy czułam ? Złość ? Smutek ? Sama nie wiem, kłębiły się we mnie mieszane uczucia, lecz poradziłam sobie z nimi dzięki znajomym , którzy byli dla mnie nieocenionym wsparciem.
Tydzień później znalazłam się z nim na tej samej imprezie, dobrze się bawiliśmy, a po pewnym czasie on zapytał się mnie, czy nie pójdziemy się przejść bo chciałby ze mną porozmawiać, jestem naiwna a więc się zgodziłam. Gadaliśmy, gadaliśmy, gadaliśmy aż w końcu on powiedział, że żałuje tego co napisał, że chciałby być ze mną, i że przeprasza. Pocałował mnie i wszystkie wspomnienia wróciły...
Spotykaliśmy się, wszystko z pozoru wyglądało tak jak wcześniej,lecz ja bałam się mu zaufać, bałam się znowu przeżywać to samo. On zapewniał mnie, że mu zależy, że jestem najważniejsza.. szkoda, że to były tylko słowa, i tak naprawdę byłam w jego życiu tylko odskocznią, odskocznią od innej.
Tego dnia był dziwny, nie odpisywał na sms'y, a kiedy się spotkaliśmy myślami był gdzieś indziej. Oznajmił mi, że jedzie na imprezę, ale żebym się nie martwiła, nie zrobi nic głupiego, i żebym mu zaufała. Tak właśnie zrobiłam.. ZAUFAŁAM MU. Następnego dnia dowiedziałam się, że mnie zdradził, że jednak już mu nie zależy, że jest WAŻNIEJSZA, i że zależy mu TYLKO NA ZNAJOMOŚCI. Znowu.. Napisałam mu, że nie zależy mi na znajomości z kimś takim jak on. Popełniłam błąd dając mu TRZECIĄ szansę, lecz jestem tylko człowiekiem, mam prawo popełniać błędy, prawda ? Mam też prawo do miłości, ale jak na razie nie zapowiada się, że z tego prawa skorzystam :)W sumie, historia trochę jak z tandetnego romansidła, no ale takie jest życie, nie przeskoczysz tego.


TARA, oczywiście jest to wszystko w bardzo dużym skrócie, ponieważ nie chciałam was zanudzać, o ile tego już nie zrobiłam ? :) Kochane, a wy macie jakąś historię miłosną ? Jeśli tak, to czekam na nią w komentarzach  + nie chce komentarzy typu 'Świetne, wbij do mnie' bo takie komentarze są bezsensu i NIC MI KURWA NIE DAJĄ ! :D I jeszcze raz dziękuje Vivenn *.* Do następnej :**


3 komentarze:

  1. Jeju kochana serce mu rosło od tego posta. Dziękuję ;* Po prostu napisałam prawdę. Uwielbiam Twoje wpisy.
    Moja historia miłosna?
    Poznaliśmy się na obozie. Zakumplowaliśmy się. Przez cały wyjazd bardzo się ze sobą zżyliśmy. Jednak każde z nas poszło w swoją stronę. Jednak los miał trochę inny plan. Pewnego jesiennego wieczoru odebrałam telefon od nieznanego numeru. Dzwonił właśnie on. Tak nastały czasy długich rozmów telefonicznych, darcia się o 3 w nocy, że mnie buzi i pytania się o chodzenie, lecz bez skutków. Staliśmy się przyjaciółmi. W między czasie nasza wspólna znajoma chciała nas "zeswatać" ze sobą. Oczywiście nie wyszło. Minęło kila lat, a my byliśmy bardzo blisko. Bardzo mu ufałam i myślałam, że z wzajemnością. Znowu pojechaliśmy w to samo miejsce, na ten sam obóz, jednak różnił się tylko rok i moje uczucia do niego. Byłam w ciężkiej sytuacji zarówno rodzinnej jak i duchowej. W grupie jakoś się odnalazłam, lecz 18 chłopaków i jedna dziewczyna to trochę słabo. Było tam też kilka innych obozów. Co zrobił nasz bohater? Wypiął się na mnie, kiedy już myślałam, że może coś z tego będzie, że może jednak damy sobie szanse. Po prostu jechał na dwa(jednak nie dwa, lecz pięć) frontów. Oczywiście bum i wielka kłótnia. Koniec "love story".
    Twoja historia poruszyła mnie do refleksji. Ach jakie my jesteśmy naiwne! Kochamy i dajemy szanse. Nawet jak ktoś bardzo nas zrani...
    I tak na koniec: pisz dalej! Nawet tylko dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć. Zostałaś nominowana do tagu ;) Więcej informacji na moim blogu http://vivenn-pozytywnemyslenie.blogspot.com/
      Mam nadzieję, że dzięki temu ludzie zaczną czytać twojego świetnego bloga ;)

      Usuń
  2. Czytałam ta notkę ze wzruszeniem, sama przeżyłam to samo..no można powiedzieć ja dałam 2 szanse i nie odzywam się do niego od 2 lat mimo tego, że zawsze się ogląda i starał się złapać nowy kontakt, ale boje się znowu przeżywać to samo.
    I zgadzam się jesteśmy naiwne, ale z charakterem ;*

    Obserwuję i zapraszam do siebie ;*
    http://mrocznetajmnice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń